wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 1: część I

Przeciągnęłam wzrokiem po pełnej klasie. Sami frajerzy. Kilka dziewczynek ubranych jakby właśnie urwały się z pokazów mody, kilku niechlujnie wyglądających chłopaków... Gdzie ja trafiłam?
Mój wzrok zatrzymał się na starszej kobiecie obok mnie. Na sobie miała szkolny szary żakiet i stanowczo za krótką spódnicę, mimo że sięgała jej za kolan. Zdążyłam się dowiedzieć, będzie nas uczyć matematyki... Och, jak cudownie. Miałam ochotę usiąść w ławce i nigdy stamtąd nie wychodzić. Każdy ten wymuszony uśmieszek zarówno kobiety, jak i tych człowiekopodobnych przede mną przyprawiał mnie o mdłości. A więc w tym właśnie towarzystwie miałam spędzić kolejne trzy lata...
– No już dobrze, dobrze, siadaj dziecko, bo mi lekcję zabierasz. Wracamy do tematu, już piętnaście minut nam upłynęło. – Matematyczka odpędziła mnie ręką od tablicy i wskazała jedyne wolne miejsce w klasie.
Przełknęłam z trudem to powitanie i ruszyłam w stronę chłopaka o czarnych włosach z niebieskimi końcówkami. Wyglądał dziwnie, zważając na to, że... no, że był chłopakiem, a farbowanie włosów nie należy do ulubionych męskich zajęć. Chyba że mam jakieś braki w edukacji...? Nie odezwał się słowem, ba, nawet się nie ruszył, kiedy usiadłam obok.
Od tablicy dochodził jednostajny monolog starszej kobiety i pisk kredy, kiedy skrobała na tablicy wykresy funkcji. Reszta klasy – tak jak ja – nie okazywała oznak zainteresowania tematem. Zdecydowałam się więc na mniejsze zło i rozejrzałam się po moich towarzyszach niedoli.
Tak jak uznałam na początku: klasa plastików, snobów i przyszłych uzurpatorów. A ta przy tablicy nie była lepsza.
– O której będzie dzwonek? – zapytałam najbliżej siedzącego nieszczęśnika.
Chłopak drgnął i przeniósł swoje szafirowe gały na mnie.
– Co? – zapytał cicho.
– Pytałam, o której jest dzwonek – wywróciłam oczami zniecierpliwiona. Może nie jest szurnięty... Może po prostu coś brał.
– O, em... o pół do.
Po tempie, w jakim załapał, o co go pytałam, stwierdziłam, że chyba rzeczywiście jest pod wpływem. Zegarek na ścianie z radosnym tykaniem sekundnika obwieścił właśnie piętnaście po. Powstrzymałam przekleństwo. Piętnaście minut!
– Iluminutowa? – Po kolejnym „o” i „em” stwierdził, że pięcio.
Pod oknem siedziała dziewczyna równie zachwycona lekcją co ja. Uśmiechnęła się, zauważając, że spoglądam w jej stronę, a ja odpowiedziałam tym samym. Powiedziała coś bezgłośnie, ale nie zrozumiałam co. Jej głęboko turkusowe oczy lekko błyszczały w przyćmionym świetle jarzeniówek. Wydawały się jedynym normalnym elementem tej całej dusznej klasy, w której cuchnęło tylko potem.
Cała nudna lekcja upłynęła mi na rozmyślaniu o tym, co z tą klasą jest nie tak. Miałam nadzieję, że chociaż dziewczyna spod okna okaże się w miarę znośna, bo pan Przymulony nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Zresztą jak cała klasa. Dzwonek wyrwał mnie z otępienia w momencie, gdy odpływałam od funkcji już na dobre.
Nareszcie mogłam się przewietrzyć.

Przechadzając się po oświetlonym dziesiątkami drobnych żarówek korytarzu, zastanawiam się, jak bardzo skrzywdzony musiał być architekt projektujący te wnętrza. Klasy są planem z Alicji w Krainie Czarów, korytarz nadaje się wręcz na noc poślubną. Ekspresjonistyczna wizja artysty gnębionego w czasach szkolnych. Po głębszym zastanowieniu mogę nawet dopatrzeć się na granatowym suficie brzęczących od przepływającego prądu konstelacji. Kruszący się jasnoszarą poświatą Wielki Wóz. Mrugająca ciemnym okiem Mała Niedźwiedzica. Piękne na swój własny przygnębiający sposób. Stawiam krok za krokiem z głową zadartą do góry i czuję na skórze czyjś wzrok. Powoli odwracam się, by poznać winowajcę tego krępującego uczucia, i widzę wysokiego chłopaka o głębokich szafirowych oczach. Sądząc po pierwszym wrażeniu, to introwertyk. Plus dla niego. Uważam, że ludzie powinni ukrywać swoje cechy. Taki zapakowany prezent. Kiedy kogoś bliżej poznajesz, odnajdujesz kolorowe tasiemki pełne niespodzianek zarówno dobrych, jak i złych. Kiedy zobaczysz kolorystykę człowieka, sprawdzisz czy pasuje do twojej. Czy jesteś w stanie zaakceptować nawet te w nieładzie poplątane szare matowe i lekko poprute kordonki. Jeśli w twojej obecności kolejne wstążki odpadają, możesz też odsłaniać własne. Gdy dojdzie do momentu, że będą już tylko puste wieczka, otwórzcie je na raz. Waszym oczom ukarze się barwne wnętrze osnute tajemnicą. Tajemnicą ośmiu znaków. Przyjaźń.
Unoszę jeden kącik ust. Tak robię zawsze w krępującej sytuacji.
– Kto przeprowadza się w połowie października do nowego liceum? – niespodziewanie się odezwał. Nie znoszę, gdy ktoś kieruje do mnie pytania retoryczne. Nigdy nie wiem, czy i jak zareagować.
– Cześć, jestem A… – zaczynam, ale on nie daje mi skończyć.
– Alex.
Uśmiecham się już całkiem. Jest trochę niezręcznie, ale dochodzę do wniosku, że nie tylko ja mam problem z rozmową. Nie jestem aż tak wybitnie asocjalna, jak mi się zdawało. Chwila milczenia dłuży się w nieskończoność. Uznaję więc pogawędkę za skończoną. Spoglądam na mocno zużyty sztuczny firmament i staram się policzyć wypalone żarówki. Słyszę jeszcze obok siebie
– Sandra też się przeniosła...
Czy powiedział to Alex, czy kto inny, nie wiem. Z jakiegoś powodu słowa rozbrzmiewają w mojej głowie.

Turkusowooka to Agnes – typ unormalizujacego gimbusa. Nie za dużo, nie za mało – w sam raz dla pedofila. Malowane rzęsy, lekko kręcone blond włosy do ramion… Ładna dziewczyna. Miejmy nadzieje, że równie ładna w środku jak na zewnątrz.


Od czasu owej namiastki rozmowy ukradkiem przyglądam się Sandrze. To typ ostentacyjnego buntownika. Przynajmniej tyle udało mi się zaobserwować. Intensywnie różowe włosy idealnie komponują się z jej jasną cerą. Może zbyt wyzywający wygląd – trochę mniej łańcuchów i byłoby bardziej dziewczęco. Jej delikatna uroda przywodzi na myśl jedną z leśnych istot z ludowych baśni. Kolorowe włosy tylko potęgują efekt. Cała ta „ciężka” otoczka zdaje się ją przygniatać. Drobna Sandra jest wręcz stworzona do noszenia sukienek. Może po prostu nie potrafi tego dostrzec…?  To jedna z dwóch najbardziej ekstrawertycznych osób, jakie miałam okazję poznać w życiu. O tej pierwszej usilnie staram się nie myśleć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz