poniedziałek, 22 czerwca 2015

Prolog

Świat maluje się dzisiaj w wyjątkowo chandrogennych barwach. Z taką myślą naciskam klamkę i moim oczom ukazuje się najbardziej pstrokate miejsce w jakim udało mi się znaleźć przez te marne szesnaście lat życia. Ściany wręcz zionęły chemiczną, sztucznie zaimpregnowaną ekspresją, która w domyśle ma wywołać u odbiorcy taki sam sztucznie zaimpregnowany entuzjazm. Efekt jest taki, że pomarańczowe i niebieskie trójkąty osaczają cię w epicentrum przyklejonych uśmiechów wybielonych najnowszą pastą z reklamy. Tylko oczy mówią prawdę o człowieku. To jedyny element wizualnej układanki, który jest bezpośrednim łącznikiem z duszą. Nawet najdoskonalsze maski mają otwory na oczy. Potrafię wyczytać z nich wszystko, każdy cień emocji. Fascynują mnie ich kształty i kolory - albinoskie, azjatyckie, heterochromiczne... Choć się różnią, przekazują te same uczucia. Radość. Miłość. Rozczarowanie. Strach. Ból... Jeśli oczy nie wyrażają żadnych emocji, to znaczy, że ich właściciel dawno utracił człowieczeństwo. Teraz widzę dziesiątki par skupionych na mnie. Okropne uczucie, kiedy to inni analizują ciebie. Doszukują się błędu, by zaszufladkować cię niżej niż samych siebie. Każde świdrujące mnie spojrzenie odczuwam na swojej skórze. Kiedy więcej niż dziesięć twarzy skierowanych jest w moim kierunku odczuwam to prawie jak realny fizyczny ból. On mnie przygniata. Cała ta sytuacja , która nagle spadła na moje nieprzygotowane ramiona, miażdży mnie swoim ciężarem. Chcę wybiec z tej pomarańczowo - niebieskiej klasy i znaleźć się w jakimś ciasnym, szczelnie zamkniętym pomieszczeniu. Chcę móc oprzeć ręce na przeciwległych ścianach i napawając się ich chłodem, uspokoić galopujące serce. Muszę zrobić cokolwiek, byle nie trwać w takim dziwnym krępującym zawieszeniu. Chcę się cofnąć, ale stopy już dawno odmówiły mi posłuszeństwa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz