środa, 22 lipca 2015
Sonda #2 - wyniki
Jednomyślnie zdecydowaliście, że w kolejnym rozdziale zdradzimy więcej o postaci Alexa. Kolejny rozdział już wkrótce :)
poniedziałek, 13 lipca 2015
Sonda #2
Głosujcie w sondzie do 20 lipca :)
W pierwszym rozdziale nakreśliłyśmy
kilka postaci. Którą z nich chcielibyście bliżej poznać w
kolejnym?
1) Agnes
2). Sandrę
3) Alexa
Rozdział 2: część II
Już rozumiem... Nie czuję bólu,
bo nie jest realny. Nie odbieram impulsów z własnego ciała, bo w
nim nie jestem. Wszystko zaczyna się układać w logiczną całość.
Dziewczyna, którą widziałam na początku, to ja. Prawdziwa ja –
Ami. Nigdy nie przypuszczałam, że tak może wyglądać odbicie
mojej duszy. Widziałam każdego dnia w lustrze Amandę Samos, lecz
nie samą siebie. Amanda to dwie osoby zamknięte w jednej. Ten świat
musi być częścią mojej wyobraźni. To miejsce, w którym
egzystuję ja sama. Bez Andy. Skoro to mój umysł, to przywołanie
drzwi chyba nie powinno być problemem? Biorę głęboki wdech i
zamykam oczy. W skupieniu staram się nakreślić dokładny obraz
małej furtki. Jest fioletowoniebieska, jak moje nowo odkryte
pasemka, i ma mosiężne zawiasy. Pięknie zdobiona klamka wykończona
ornamentem chińskiego smoka pieczętuje moje mentalne dzieło. Nagle
mam wrażenie, że obrazek z moich myśli samodzielnie się wyostrza.
Tu i tam widzę cienie i drobne struktury, których sama nie
stworzyłam. Bije od niego taka energia, jak od promieniujących
życiem ścian. Otwieram oczy i pociągam za klamkę.
Czułam, jak frustracja wypełnia mi
umysł, jak mnie zaślepia, jak odbiera mi zdrowe zmysły. Wtedy nie
wytrzymałam i zaczęłam wrzeszczeć. Sama nie wiedziałam co. Po
prostu krzyczałam, próbując się nie rozpłakać. Złość i żal.
Wydzierałam się w tę pustkę, pokazując jej wszystkie swoje wonty
do świata, w szczególności do Ami. Bo to przecież ona mnie w to
wpakowała! Ona zaczęła walczyć, zaczęła się stawiać. Gdyby
nie ona, nie doszło by do tego!
Puszczam klamkę i odskakuję jak
oparzona. Impuls, który przed chwilą poczułam, dalej rozchodzi się
po całym moim ciele i boleśnie przeszywa wszystkie jego komórki.
To oznacza, że jest realny. Mam jednak wątpliwości – w końcu
sygnały ze świata zewnętrznego do tej pory tutaj nie dochodziły.
Moje myśli gonią jak zagubione pszczoły wygnane z rodzinnego ula.
Ściany rozbłyskują mieszaniną kolorów, bo już wiem, co powinnam
zrobić.
Kiedy stałam na środku klasy,
zapragnęłam być sama. Przejąć całkowitą kontrolę. Nigdy już
nie wypuścić Andy. Marzyłam o tym za każdym razem, kiedy zamykała
mnie w swoich sidłach, kiedy szpony jej umysłu trzymały mój w
ryzach i nie wypuszczały przez długie tygodnie. Gdy byłam
obserwatorem tego pięknego świata i chłonęłam każdy szczegół,
bo wiedziałam, że to nie potrwa długo, że znowu będę trwała w
stanie podobnym do snu, w którym mam do dyspozycji tylko własną
wyobraźnię, że znowu wena podszepnie mi pomysł na wiersz, którego
nie będę mogła spisać. Nigdy jednak nie spróbowałam się
bronić, nie mówiąc nawet o ataku. Aż do tamtej chwili. Tamten
dzień był inny. Dochodziły do mnie fragmenty rozmów Andy, co
wcześniej się nie zdarzało. Krótkie, ale wystarczyły, by
rozbudzić moją nadzieję. W pewnym momencie czara długo tamowanej
goryczy się przelała i zaczęłam walczyć. Popełniłam jednak
błąd. Usidliłam ją zbyt głęboko, dlatego sama zniknęłam.
Tylko dlaczego? Sporym niedomówieniem byłoby stwierdzenie, że Anda
nie stara się być specjalnie delikatna. Mimo to nigdy nie doszło
do czegoś podobnego. Nigdy. Coś poszło źle i muszę dowiedzieć
się co, zanim nieświadomie zrobię coś jeszcze gorszego. Ale
najpierw muszę ją znaleźć!
Wyrzucam z głowy wszystkie myśli, by
być w stanie podobnym do przebudzenia z długiego snu. Nietrudno mi
przywołać to uczucie. Dzieje się tak zawsze, gdy zamieniamy się z
Andą miejscami. I oto jest. Moje odbicie stoi naprzeciwko mnie,
jakby nie zniknęło całe wieki temu. Albo minuty – ciężko tu
oszacować czas. Teraz najważniejsze jest jednak skupienie. Powoli w
miejsce czarnych loków pojawiają się proste, lekko nastroszone,
ognistorude włosy. Ich długość sięga za łopatki, a każdy
kosmyk jest ostro ścięty. Zza ukośnej grzywki patrzą na mnie
jasnozielone oczy. Rysy twarzy mamy identyczne, choć u Andy gości
jej wiecznie niezadowolona mina. Zawsze tak ją sobie wyobrażałam,
a teraz stoimy naprzeciw siebie – siostrzane odbicia. Przykładam
rękę do gładkiej powierzchni lustra, która faluje pod moim
dotykiem. Ja i Anda, niczym dwie realne postaci stykamy się palcami.
To tak dziwne uczucie, że chcę je jak najszybciej zakończyć.
Robię duży krok w stronę falującej powierzchni i postaci stojącej
po drugiej stronie.
***
Następnego dnia miał być test z
majcy. Niby się uczyłam, ale po wydarzeniach z poprzedniego dnia
trudno było mi się pozbierać. Przynajmniej ta głupia Ami się nie
odzywała. Nie wiedziałam, gdzie się podziała, i bynajmniej mnie
to nie obchodziło. Klasa zachowywała się dziwnie i traktowali mnie
trochę jak odmieńca, ale to normalne u takich łosiów. Miałam
pełną kontrolę. Odkąd się obudziłam, ta żmija ani razu nie
weszła mi w drogę. Nawet nie pisnęła słówka, gdy ,,przypadkiem”
zniszczyłam jeden z jej ręcznie pisanych autorskich wierszy.
Wylałam na niego kubek kawy. Zdarza się. Miałam pełną kontrolę
i nikt nie mógł mi już kazać biec jak kretynce w ciemność.
Zdałam sprawdzian na trójkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)